Ile człowieka w człowieku?

Ostatnio, całkiem przypadkowo na stronie pewnej fundacji zajmujacej się zwierzakami wyratowanych z różnych opresji ,obejrzałam ponad godzinną relacje „na żywo „. Relacja dotyczyła zabrania z domu psów pewnej starszej pani,która po załamaniu nerowym nie doszła do całkowitego zdrowia psychicznego.  I w ten sposób uzbierała po calej okolicy psiaków ponad 20 sztuk…wiadomo że utrzymanie tych zwierząt i zadbanie o nie odpowiednio przerosło panią i zabranie od niej zwierząt było jak najbardziej słuszne…ale… Na czas odebrania zwierząt kobitke zamknięto po prostu na pace samochodu…kobieta ponad godzine krzyczała strasznie. Psy przerażone krzykami jedynej „pani”jaką znały kuliły sie w klatkach i wystraszone ujadaly…czy to nie mogło przebiegać inaczej? Czy do starszej pani nie można było wezwać lekarza który podałby jakiś środek uspokajający aby odebranie zwierząt nie kojarzyło jej sie tylko z trudnym przeżyciem?  Czy tych zwierzaków nie można było potraktować inaczej niż tylko podnoszenie klatek i stukanie w nie aby to przerażone zwierzę wyszło? Wyglądało to wszystko strasznie…

Ale nie do końca aż to mnie tak uderzyło…relacja na żywo więc i komentarze na żywo. …a tam wyzwiska  w strone jakby nie patrzeć kobiety chorej, nagonka i lincz w stylu zróbmy jej to samo…czy zanim ktoś nazwał tą kobiete wariatka zastanowił sie jaką przyczynę miało załamanie nerwowe? Czy zanim ktoś nazwał kobiete dręczycielką pomyslał o tym że może ona nie miała zamiaru robić tym zwierzakom krzywdy ale ilość zwierząt i podeszły wiek sprawiły że nie podołała temu? Czy zamiast wyśmiewać ktoś próbował tej pani pomóc?  I na koniec życząc tej pani „by zdechła ” pomyslał o tym że ona nieświadomie zrobiła tym zwierzakom krzywdę, ale Ty świadomie życzysz jej śmierci, dlatego że jesteś pseudo obrońcą zwierząt ale nie potrafisz poświęcić myśli drugiemu człowiekowi?  

Co z tym światem?  Gdzie ludzkie uczucia,odruchy?  Gdzie emaptia ,,współczucie? Zrozumienie?  Dlaczego w człowieku coraz mniej człowieka? 

Opublikowano Wielobarwna szarość dnia | Otagowano , , , , , , , , , , | Skomentuj

Nie wiem jak to ugryzć???

Ech…co za dzień,tydzień i miesiąc za mną. Głowa mnie boli od natłoku myśli które kotłują mi sie w czaszce aż mi para idzie uszami…ale od początku. 

Jak idzie sie domyślić Młoda i Mała mają tego samego ojca…tak wiem to karygodne ale sypiałam z człowiekiem który mnie zostawił. Tak bardzo chciałam wierzyć że coś jest między nami ze bez wachania wmówiłam sobie to co chciałam a czego absolutnie z jego strony nie było.Układ seksu na życzenie działał miedzy nami do momentu aż sie okazało że jestem w ciąży.  I nie to bylo perfidne podejście go i złapanie go na dziecko bo może ze mna zostanie.Ja nie sądziłam ze mogę kiedykolwiek jeszcze w ciąży byc….kilka lat po narodzinach Młodej leczylam sie na bezpłodność i nic.  Gdy powiedziałam mu ze jestem w ciąży usłyszałam że trzeba pozbyć sie problemu. Dostał w twarz i tyle było naszej rozmowy.  Nie liczyłam na jego pomoc i opiekę w ciąży ani potem po urodzeniu Małej. Miał dziecku dać nazwisko i płacić alimenty.  Przystał na to z ochota bo problem z głowy.  W sądzie poszedł na ugodę, szybko łatwo i bez problemów. Mała sie nie interesował tak samo jak i Młodą bo obie córki stały sie dla niego niewygodne…

I tak po dwóch latach życia Małej pojawia sie on i żąda żebym w sądzie zaprzeczyła jego ojcostwo bo jak to ujął jest mu to nie na rękę i jego partnerce sie to nie podoba. ..a i jeśli sie nie zgodze przestanie płacić alimenty…

Kazałam mu spierdalać zanim o jego pusty łeb rozwale patelnie lub inne naczynie. Nie zamierzam niczemu zaprzeczać. ..on ma spokój a o przykrym fakcie posiadania dzieci przypomina mu tylko słowo alimenty. …ale jedno mnie zastanawia…czy można być do tego stopnia bez serca? To jakby nie patrzeć jego dziecko… Jego geny,krew… I wyrzuca Ją do śmieci jak nie potrzebną rzecz…jakby dziecko nie miało prawa nosić jego nazwiska…jakby nie miała prawa wiedzieć że ma ojca…nie NN wpisane w akt ale człowieka z krwi i kości. ..Tak wiem popełniłam ogromny błąd ale jeśli miałabym zrobić to jeszcze raz zrobiłabym bo Mała jest moim własnym osobistym cudem…ale nie umiem,nie zrozumiem ani przede wszystkim nie chce pojąć jak można tak postępować i kazać własne dziecko okraść z tożsamości. ...

Opublikowano Rozmyślam... | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Czasu figle

Tak,tak…wiem…nie było mnie długo.

Nie mam czasu po prostu…wychowanie dwójki dzieci,ogarnięcie domu i wszystkich spraw powoduje że często padam na łóżko dopiero gdy noc już na dobre się rozgości. A czasem mam wrażenie że doba i tak jest za krótka…

Ale nieważne to…dziś mam chwilkę…i piszę. I myślę że czas płata mi niezłe figle.Byłam ostatnio na rodzinnym spacerze,czyli Ja,Młoda i Mała…ot na pozór wesoły babiniec. I ganiałam Małą po parku ,Młoda się uśmiechała. Ale tylko Ja wiem ile się kryje za tym uśmiechem…Młoda od siedmiu  miesięcy nie widziała ojca. Tak po prostu odpuścił Ją sobie. Z dnia na dzień przestała dla niego  istnieć…przestał odbierać telefony,przyjeżdżać,zabierać Młodą…nie wiem dlaczego…nie rozumiem…

Wiem za to jak Młoda płakała po  nocach,jak siedziała z telefonem czekając aż odpisze,jak wypatrywała w oknie jego samochodu…i nic nie mogłam zrobić,nie mogłam zabrać jej tego bólu,ukoić. Byłam tylko obok niej i bezradnie patrzyłam na jej cierpienie które rozrywało mi serce na strzępy…nie będę oceniać jej ojca…to  co  dajemy ,prędzej czy później do  nas wraca…do  niego również.

Dostrzegłam też jeszcze jedną rzecz…tam na ławce nie siedzi już mała ,słodka dziewczynka tylko młoda panienka w czerwonej sukience,która ze spokojem schyla się i  podaje stokrotkę tej młodszej dziewczynce ze śmieszną kitką na głowie…czas znowu spłatał mi figla…w codzienności czasem tak trudnej i  męczącej nie dostrzegłam że jedna moja córka zaczyna dorastać a druga już nie jest słodkim niemowlęciem.  

Niech nie rosną tak szybko,niech  cieszą się dzieciństwem mimo że nie zawsze jest różowe,niech śmieją się jeszcze beztrosko. Bo boję się…tego  że pójdą w świat,że dom będzie już całkiem cichy i pusty…

 

Opublikowano Wielobarwna szarość dnia | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Nie można tęsknić za czymś czego się nigdy nie miało

Dzień jak co dzień.  Młoda poszła do szkoły a Ja z Małą powoli budzimy się do życia…Dla mnie kawa dla Małej mleko… Włączam radio… Mała w pizamie siedzi na dywanie. Ot takie codzienne spokojne standardy. Dzwoni mi telefon…na wyświetlaczu twarz która skutecznie może zepsuć humor. Mała już włazi mi na kolana jak zawsze gdy dzwoni „alo”. Odbieram ,zdawkowe pare słów.  To cześć.  Uff…. I nagle Mała uśmiecha sie ,patrzy na mnie i na telefon i mówi: „tata. 

Poraziło mnie. Tak córeczko. Tata. Ale skąd to wiesz??W ciagu 18 miesięcy życia widziałaś go dosłownie parę razy… Dwa razy wziął Cię na ręce. Pamietam dokładnie…drugiego dnia po porodzie poznym wieczorem gdy siedziałam na szpitalnym łóżku a on wszedł na chwilę.  Dałam mu Cie wtedy na ręce i poszłam do toalety myśląc że jak tylko na Ciebie popatrzy stopnieje ten lód.  Wracając do sali widziałam już tylko za szklanych drzwi jego plecy i ostre słowa wypowiadane do słuchawki telefonu:”Nie chce mieć z nią wiecej do czynienia” …patrzyłam wtedy na Twoja spokojna twarzyczke i łzy same płynęły… On nie byl Ciebie wart. Nie jest.  I nigdy nie będzie.Drugim razem sama do niego przyszłas i wdrapalas mu sie na kolana. Widziałam jego minę gdy walczył ze sobą oby tylko jak najszybciej odstawić Cie na dywan. 

Więc skąd córeczko wiesz że to tata?? Nie było go gdy sie rodziłaś,gdy niosłam Cie do chrztu. Gdy pierwszy raz sie uśmiechałaś i gdy pierwszy raz siadałaś. Nie było go gdy stawiałaś pierwsze kroki… Wcale go przy Tobie nie było….

Pomyślałam tego ranka że nie to pewnie przypadek.  A jednak nie. Za każdym razem gdy widziałaś jego zdjęcie- tata. Teraz patrze na Ciebie gdy śpisz i myślę że moja teoria troche zawodzi… Byłam pewna faktu że nie można tęsknić za czymś czego się nigdy nie miało i nie znało.  A jednak tak nie jest…może Ty instynktownie czujesz ze to Twój tata? Nie wiem. … A Ja zaczynam sie bać. ..bo na razie jeszcze jesteś malutka…ale czas płynie tak szybko… I w końcu kiedyś zapytasz o tatę.  Tak naprawdę.  A wtedy Ja będę musiała powiedzieć Ci prawdę. …

Opublikowano Wielobarwna szarość dnia | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Rodzicem być

Dwudziesta trzecia…. Obok mnie kubek z pomidorową instant. Moje wnętrzności i tak związane są w kołtun. A na szybko zjeść coś muszę.  O ile to coś można nazwać jedzeniem… 

Jak każdy człowiek doceniam coś już po fakcie.  Narzekałam kiedyś że bycie samotnym rodzicem bywa ciężkie?  To kłamałam.  Bo do tej pory gówno wiedziałam.  

Ale moje dzieci postanowiły mi dać dobrą lekcje. I obie pochorowaly sie w tym samym czasie. Jedna ma zapaleniw płuc druga zapalenie oskrzeli….no i zaczął się meksyk… Starsza śpi z gorączka.  Młodsza wyje bo akurat zwróciła ostatni posiłek jaki udalo mi sie w nią wcisnąć.  Makaron w garnku kipi a mała nie przestaje wyć ciągnąc mnie za nogę.  Starszej nie idzie dobudzić a muszę jej dac leki i już trzymam w reku łyżke z syropem gdy mała zaczyna wyć dwa razy głośniej a na jej spodenkach widać ze posiłek nie wyszedł tylko górna częścią ciała. Rzucam łyżka z syropem (kurwa prosto na poduszke i włosy starszej) i pedem łapie mała zanim na bezczelnego zawartość pampersa i spodni zostanie na dywanie. Coś mi mówi ze smród jaki czuję nie wydobywa sie akurat z pampersa małej.  Fuck!!! Makaron. Z mała na wpół gołą rzucam sie do garnka. No teraz musze sobie jeszcze kupic nowy garnek. Choć po wizycie w aptece to stac mnie chyba tylko folie do pieczenia. Lece pędem do starszej która wyje i próbuje wyciągnąć łyżke z włosów.  Malo efektowny sposob budzenia. Staram sie jej pomóc ale zła nastolatka to gorsze od terrorysty… Mała znów wyje. To znaczy wyje caly czas tylko teraz znow głośniej.  Biorę Ją na ręce i staram sie utulic. Ale mogłam założyć jej pampersa bo mnie po prostu osrała. No żeby było ciekawiej biegunka jako reakcja przy antybiotyku.  No tak jakby było mało.  Pakuje się razem z mała do wanny. Ledwo sie umyłam jak starsza wrzeszczy że brzuch Ja boli i chce miske. Wiec znow galopem(pamiętałam o pampersie) do pokoju . Mała wisząc mi na szyi dalej wyje. Pół mieszkania mam zasrane i zarzygane. Makaron zjarany razem z garnkiem. Mała zasypia. Ok cichaczem wycofuje sie z pokoju z myślą że póki śpi ogarne troche ten burdel. Piętnaście minut później jakiś niedorobiony tłuk dzwoni mi dzwonkiem do drzwi.  Ide i czego ciśniesz ten dzwonek. No mała znów wyje. A ten ciul chciał do sąsiada zamiast do mnie…

Obiecałam sobie że nigdy nie będę narzekać że mi źle. …bo zawsze może być gorzej. 

Opublikowano Wielobarwna szarość dnia | Otagowano , , , , , , , , , , , , | 2 komentarzy

Zwykły dzień

 Siedzę w ciemnej kuchni  i  tylko  ekran laptopa daje migotliwe światło . W kubku  obok  mnie smętnie zwisa torebka herbaty zrobiona chyba rano, po podłodze walają się zabawki. W tle leci  mi  Chylińska i  chyba trzyma mnie przy życiu . Dziś jest  jeden z takich  dni  kiedy nie wiem jak się nazywam a kawa na mój widok sama spieprza  z kubka a lustro  krzyczy  że Halloween już było. Po ludzku  mówiąc jestem zmęczona. Wyczerpana.  Różnica dziesięciu  lat  między  dziećmi  czasem jest  błogosławieństwem a czasem przekleństwem… dziś zdecydowanie tym drugim . Starsza z Młodszą darły  dzisiaj koty  miedzy  sobą , nie wiadomo  tak naprawdę o  co  . Chyba chciały  sprawdzić moją wytrzymałość. 

A moja wytrzymałość ma się kiepsko. Samotne rodzicielstwo  bywa wyczerpujące. Myślisz i robisz za dwie osoby  jednocześnie w między  czasie pamiętając o  tym  żeby  było  jakiekolwiek „mniam mniam ” w lodówce i  o  tym żeby  popłacić rachunki  na czas  …. z tyłu  głowy  i  tak  wisi  czerwona kartka że jeszcze  tyle  rzeczy  nie zrobione. 

Opublikowano Wielobarwna szarość dnia | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Czas

Minęło  sześć lat…

Ostatnio  z lekką przykrością uświadomiłam sobie że minęło  sześć lat od kiedy  jestem sama. Niby  długo ,niby  krótko. Co się zmieniło  przez te sześć lat ?? Mam dwójkę dzieci,nadal jestem samotną matka. Niby  na pozór nie jest  źle… to moje życie jest  całkiem ustabilizowane ,poukładane. Ale Ja w środku  czuję się jakaś pusta. Wypalona. 

Kiedy  rozpadło się moje małżeństwo  myślałam że już nigdy  się nie pozbieram. Że na nim jednym zaczyna i  kończy  się mój świat. Po jakimś czasie udało  mi się znów sklejać do  kupy wszystko  to  co  się rozleciało. Zbudowałam swój  świat  na pozór od nowa. Niby  mocniejsza ,silniejsza , z dodatkową wiedzą  o życiu . Myślałam że już nic ani  nikt mnie nie zrani  ,że ze wszystkim sobie poradzę. Że czas goi  rany. To bardzo  złudne…  czas pokazał mi  tylko  że zmarnowałam czas z danym człowiekiem ale rana została… I jest. Ciągle świeża mimo  czasu. Bo odrzucenie ,zawód bolą zawsze… zawsze będzie bolało  to  że człowiek który  znaczył dla nas tak wiele wyrządził nam krzywdę. Później zostaje nam jeszcze  strach…

Ja się boję. Otworzyć na ludzi. Dopuścić do  siebie innych. I nie chodzi  tylko  o  mężczyznę. O wszystkich  ludzi. Nie chce wchodzić w żadne relacje bo  tak jest  bezpieczniej. Zamknąć się w czterech  ścianach  własnego  świata i  martwo  w nim tkwić. To  wegetacja nie życie. Zanim się  obejrzę moje życie ucieknie mi  przez palce a Ja będę zgorzkniała do  takiego  stopnia że ludzie sami  będą ode mnie uciekać… 

 

Opublikowano Rozmyślam... | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 2 komentarzy

Brak dystansu i można oszaleć

 Nie wiem kiedy  i gdzie ale w mojej durnej głowie wykluła się myśl że skoro  już jestem samotną matka to  chociaż będę matką idealna… i tak  każdego  ranka zamiast  cieszyć się tym że mogę poświęcić dzieciom  czas wstaje ,biegiem się ubieram robię śniadania ,zmieniam pampersy  i  rzucam się w wir sprzątania… szoruje kuchenkę aż razi  blaskiem i  zastanawiam się czy  już zjechałam cała emalię czy  jeszcze  coś zostało . Maniakalnie ścieram kuchenny  blat, wręcz  słysząc jak spada  na niego  mikroskopijny kurz…stół  to samo…  potem biegiem lecę ogarnąć pokój dzieci  …. szybko kurze ,zabawki ,okna ,pajęczyny…. Starsza patrzy na mnie z powątpiewaniem w oku  i  mówi :mamo  tu  jest  czysto…. A gdzie tam dziecko  czysto…  tu papierek tam niteczka  i  już kupka jest  syfeczku. Młodsza myśli  że to  zabawa i  od kiedy nauczyła się chodzić łazi  za mną i się śmieje… no ale nie ma czasu  przecież idealna matka musi  jeszcze  wyjść na spacer z dziećmi , zrobić obiad aaaaa i  przecież jeszcze  łazienka i  sypialnia . W łazience wanna  na mój widok  powinna wyjść bo  ileż można ją szorować??  W sypialni  daje mistrzowski  pokaz geometrii i  pościel na łóżku mam idealnie pod linijkę… i tak biegam cały  dzień i  sprzątam jak ta durna ,lecę na spacer  z dzieckiem który  nie sprawia mi  przyjemności  bo  z tyłu  głowy mam myśl  że czegoś w tym czasie nie zrobiłam…

 

Wdech…wydech…powtórz durna babo  bo  mózg  zapowietrzył Ci  się całkowicie. No  i  co się stanie jak odpuścisz?? Dzieci  będą mniej szczęśliwe niż gdy  patrzą jak Ty durna biegasz cały  dzień  z mopem i  odkurzaczem zamiast  usiąść z nimi  i  po  prostu  być ?? 

 

No właśnie nic. I dlatego  dzisiaj nie było  mopa ani  odkurzacza… siedziałam z Młodszą patrząc jak wiele już umie i  czekając z prowizorycznym obiadem na Starsza… nikt ni umarł ,ziemia się nie zawaliła a Ja trochę odetchnęłam… z ulgą . Nie chce być idealna. 

Opublikowano Wielobarwna szarość dnia | Otagowano , , , , , , , , , , | Skomentuj

Wystraszyłam się

Hmm…szlachetne zdrowie ile je trzeba cenić ten tylko się dowie kto je stracił. Niby  frazes ale jak przychodzi  jakiś kryzys zdrowotny wtedy  jest  źle.Moje zdrowie ogólnie zawsze należało do  kategorii  tych  wątłych. Ale w miarę możliwości  starałam się o nie dbać.

I tak kilka dni  temu późnym popołudniem ni  z tego  ni z owego  złapał mnie potworny  ból  brzucha. Pomyślałam że coś zjadłam więc krople żołądkowe i  no-spa miały  załatwić sprawę. Ale czas mijał a bolało  coraz mocniej.Zdecydowałam że zadzwonię na pogotowie bo  ból jest  nie do  wytrzymania. Złapałam za telefon bo  przecież najpierw muszę zadzwonić po kogoś do  dzieci… złapałam za telefon i aż usiadłam. Ja nie mam  komu  powierzyć dzieci. Nie mam nikogo  takiego  kogo  mogłabym ściągnąć na już w jakiejkolwiek alarmowej sprawie. Poraziło mnie przerażenie. Gdyby  mi  się cokolwiek stało  ,gdybym nie daj Boże  zemdlała w domu moje dzieci  skazane są tylko  na siebie. Popłynęły  łzy,zapomniałam o  bólu. Popatrzyłam na dziewczyny  bawiące się na dywanie. Widziałam wystraszone oczy  Młodej która widziała że mnie boli. I uśmiech Młodszej niczego  nieświadomej. Przelatywało  mi  przez głowę tysiące myśli  co by  było  gdyby…

Wystraszyłam się…bardzo. Bo teraz moja samotność nie dotyka tylko  mnie . Ale też moje córki.

Opublikowano Rozmyślam... | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Wsiąść do pociągu …

Uciekłabym stąd. Spakowała siebie i  dziewczyny  i  zwiała byle gdzie. Oby  nie tu . Kocham swoją mieścinę ale ona kojarzy  mi się tylko  z samotnością. A Ja jestem tą samotnością zgnębiona do  bólu. Do granicy  wytrzymałości. 

Jestem sama już pięć lat. Ktoś  powie nie tak znowu  sama skoro jest  Mała. Ale Mała narodziła się z pomieszania seksu i  przeszłości. Niby pięć lat  to  mało  i  dużo . Zastanawiam się co  jest nie tak ?? Czemu jestem sama…i nie wiem .

Czuję się wyobcowana…nikt nie rozumie że w tłumie też można być samotnym. Każdy  dziwi  się jak to  czujesz się samotna ,no  przecież masz dzieci ?  Tak czuję się samotna…. kocham nad życie swoje dzieci,ale im nie mogę powierzyć swoich  trosk czy  lęków. One nie mają prawa widzieć moich  łez czy  smutku  na twarzy. Więc każdego  dnia zakładam maskę … ale pod nią jestem tylko  Ja i  samotność. Są łzy  i  żal. Uczucia które rozsadzają mi  duszę . I brak perspektyw na to  że jutro  się coś zmieni .  

Kiedyś łzy  przynosiły  ulgę…dziś nic mi  jej nie niesie . Ani  nowa pasja,nowa fryzura,nowa praca  czy  cokolwiek innego… Mówią że  wszystko ma swój czas. Dla mnie tego czasu  jest  już za dużo …

Opublikowano Wielobarwna szarość dnia | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz