Czasu figle

Tak,tak…wiem…nie było mnie długo.

Nie mam czasu po prostu…wychowanie dwójki dzieci,ogarnięcie domu i wszystkich spraw powoduje że często padam na łóżko dopiero gdy noc już na dobre się rozgości. A czasem mam wrażenie że doba i tak jest za krótka…

Ale nieważne to…dziś mam chwilkę…i piszę. I myślę że czas płata mi niezłe figle.Byłam ostatnio na rodzinnym spacerze,czyli Ja,Młoda i Mała…ot na pozór wesoły babiniec. I ganiałam Małą po parku ,Młoda się uśmiechała. Ale tylko Ja wiem ile się kryje za tym uśmiechem…Młoda od siedmiu  miesięcy nie widziała ojca. Tak po prostu odpuścił Ją sobie. Z dnia na dzień przestała dla niego  istnieć…przestał odbierać telefony,przyjeżdżać,zabierać Młodą…nie wiem dlaczego…nie rozumiem…

Wiem za to jak Młoda płakała po  nocach,jak siedziała z telefonem czekając aż odpisze,jak wypatrywała w oknie jego samochodu…i nic nie mogłam zrobić,nie mogłam zabrać jej tego bólu,ukoić. Byłam tylko obok niej i bezradnie patrzyłam na jej cierpienie które rozrywało mi serce na strzępy…nie będę oceniać jej ojca…to  co  dajemy ,prędzej czy później do  nas wraca…do  niego również.

Dostrzegłam też jeszcze jedną rzecz…tam na ławce nie siedzi już mała ,słodka dziewczynka tylko młoda panienka w czerwonej sukience,która ze spokojem schyla się i  podaje stokrotkę tej młodszej dziewczynce ze śmieszną kitką na głowie…czas znowu spłatał mi figla…w codzienności czasem tak trudnej i  męczącej nie dostrzegłam że jedna moja córka zaczyna dorastać a druga już nie jest słodkim niemowlęciem.  

Niech nie rosną tak szybko,niech  cieszą się dzieciństwem mimo że nie zawsze jest różowe,niech śmieją się jeszcze beztrosko. Bo boję się…tego  że pójdą w świat,że dom będzie już całkiem cichy i pusty…

 

Opublikowano Wielobarwna szarość dnia | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Nie można tęsknić za czymś czego się nigdy nie miało

Dzień jak co dzień.  Młoda poszła do szkoły a Ja z Małą powoli budzimy się do życia…Dla mnie kawa dla Małej mleko… Włączam radio… Mała w pizamie siedzi na dywanie. Ot takie codzienne spokojne standardy. Dzwoni mi telefon…na wyświetlaczu twarz która skutecznie może zepsuć humor. Mała już włazi mi na kolana jak zawsze gdy dzwoni „alo”. Odbieram ,zdawkowe pare słów.  To cześć.  Uff…. I nagle Mała uśmiecha sie ,patrzy na mnie i na telefon i mówi: „tata. 

Poraziło mnie. Tak córeczko. Tata. Ale skąd to wiesz??W ciagu 18 miesięcy życia widziałaś go dosłownie parę razy… Dwa razy wziął Cię na ręce. Pamietam dokładnie…drugiego dnia po porodzie poznym wieczorem gdy siedziałam na szpitalnym łóżku a on wszedł na chwilę.  Dałam mu Cie wtedy na ręce i poszłam do toalety myśląc że jak tylko na Ciebie popatrzy stopnieje ten lód.  Wracając do sali widziałam już tylko za szklanych drzwi jego plecy i ostre słowa wypowiadane do słuchawki telefonu:”Nie chce mieć z nią wiecej do czynienia” …patrzyłam wtedy na Twoja spokojna twarzyczke i łzy same płynęły… On nie byl Ciebie wart. Nie jest.  I nigdy nie będzie.Drugim razem sama do niego przyszłas i wdrapalas mu sie na kolana. Widziałam jego minę gdy walczył ze sobą oby tylko jak najszybciej odstawić Cie na dywan. 

Więc skąd córeczko wiesz że to tata?? Nie było go gdy sie rodziłaś,gdy niosłam Cie do chrztu. Gdy pierwszy raz sie uśmiechałaś i gdy pierwszy raz siadałaś. Nie było go gdy stawiałaś pierwsze kroki… Wcale go przy Tobie nie było….

Pomyślałam tego ranka że nie to pewnie przypadek.  A jednak nie. Za każdym razem gdy widziałaś jego zdjęcie- tata. Teraz patrze na Ciebie gdy śpisz i myślę że moja teoria troche zawodzi… Byłam pewna faktu że nie można tęsknić za czymś czego się nigdy nie miało i nie znało.  A jednak tak nie jest…może Ty instynktownie czujesz ze to Twój tata? Nie wiem. … A Ja zaczynam sie bać. ..bo na razie jeszcze jesteś malutka…ale czas płynie tak szybko… I w końcu kiedyś zapytasz o tatę.  Tak naprawdę.  A wtedy Ja będę musiała powiedzieć Ci prawdę. …

Opublikowano Wielobarwna szarość dnia | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Rodzicem być

Dwudziesta trzecia…. Obok mnie kubek z pomidorową instant. Moje wnętrzności i tak związane są w kołtun. A na szybko zjeść coś muszę.  O ile to coś można nazwać jedzeniem… 

Jak każdy człowiek doceniam coś już po fakcie.  Narzekałam kiedyś że bycie samotnym rodzicem bywa ciężkie?  To kłamałam.  Bo do tej pory gówno wiedziałam.  

Ale moje dzieci postanowiły mi dać dobrą lekcje. I obie pochorowaly sie w tym samym czasie. Jedna ma zapaleniw płuc druga zapalenie oskrzeli….no i zaczął się meksyk… Starsza śpi z gorączka.  Młodsza wyje bo akurat zwróciła ostatni posiłek jaki udalo mi sie w nią wcisnąć.  Makaron w garnku kipi a mała nie przestaje wyć ciągnąc mnie za nogę.  Starszej nie idzie dobudzić a muszę jej dac leki i już trzymam w reku łyżke z syropem gdy mała zaczyna wyć dwa razy głośniej a na jej spodenkach widać ze posiłek nie wyszedł tylko górna częścią ciała. Rzucam łyżka z syropem (kurwa prosto na poduszke i włosy starszej) i pedem łapie mała zanim na bezczelnego zawartość pampersa i spodni zostanie na dywanie. Coś mi mówi ze smród jaki czuję nie wydobywa sie akurat z pampersa małej.  Fuck!!! Makaron. Z mała na wpół gołą rzucam sie do garnka. No teraz musze sobie jeszcze kupic nowy garnek. Choć po wizycie w aptece to stac mnie chyba tylko folie do pieczenia. Lece pędem do starszej która wyje i próbuje wyciągnąć łyżke z włosów.  Malo efektowny sposob budzenia. Staram sie jej pomóc ale zła nastolatka to gorsze od terrorysty… Mała znów wyje. To znaczy wyje caly czas tylko teraz znow głośniej.  Biorę Ją na ręce i staram sie utulic. Ale mogłam założyć jej pampersa bo mnie po prostu osrała. No żeby było ciekawiej biegunka jako reakcja przy antybiotyku.  No tak jakby było mało.  Pakuje się razem z mała do wanny. Ledwo sie umyłam jak starsza wrzeszczy że brzuch Ja boli i chce miske. Wiec znow galopem(pamiętałam o pampersie) do pokoju . Mała wisząc mi na szyi dalej wyje. Pół mieszkania mam zasrane i zarzygane. Makaron zjarany razem z garnkiem. Mała zasypia. Ok cichaczem wycofuje sie z pokoju z myślą że póki śpi ogarne troche ten burdel. Piętnaście minut później jakiś niedorobiony tłuk dzwoni mi dzwonkiem do drzwi.  Ide i czego ciśniesz ten dzwonek. No mała znów wyje. A ten ciul chciał do sąsiada zamiast do mnie…

Obiecałam sobie że nigdy nie będę narzekać że mi źle. …bo zawsze może być gorzej. 

Opublikowano Wielobarwna szarość dnia | Otagowano , , , , , , , , , , , , | 2 komentarzy

Zwykły dzień

 Siedzę w ciemnej kuchni  i  tylko  ekran laptopa daje migotliwe światło . W kubku  obok  mnie smętnie zwisa torebka herbaty zrobiona chyba rano, po podłodze walają się zabawki. W tle leci  mi  Chylińska i  chyba trzyma mnie przy życiu . Dziś jest  jeden z takich  dni  kiedy nie wiem jak się nazywam a kawa na mój widok sama spieprza  z kubka a lustro  krzyczy  że Halloween już było. Po ludzku  mówiąc jestem zmęczona. Wyczerpana.  Różnica dziesięciu  lat  między  dziećmi  czasem jest  błogosławieństwem a czasem przekleństwem… dziś zdecydowanie tym drugim . Starsza z Młodszą darły  dzisiaj koty  miedzy  sobą , nie wiadomo  tak naprawdę o  co  . Chyba chciały  sprawdzić moją wytrzymałość. 

A moja wytrzymałość ma się kiepsko. Samotne rodzicielstwo  bywa wyczerpujące. Myślisz i robisz za dwie osoby  jednocześnie w między  czasie pamiętając o  tym  żeby  było  jakiekolwiek „mniam mniam ” w lodówce i  o  tym żeby  popłacić rachunki  na czas  …. z tyłu  głowy  i  tak  wisi  czerwona kartka że jeszcze  tyle  rzeczy  nie zrobione. 

Opublikowano Wielobarwna szarość dnia | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Czas

Minęło  sześć lat…

Ostatnio  z lekką przykrością uświadomiłam sobie że minęło  sześć lat od kiedy  jestem sama. Niby  długo ,niby  krótko. Co się zmieniło  przez te sześć lat ?? Mam dwójkę dzieci,nadal jestem samotną matka. Niby  na pozór nie jest  źle… to moje życie jest  całkiem ustabilizowane ,poukładane. Ale Ja w środku  czuję się jakaś pusta. Wypalona. 

Kiedy  rozpadło się moje małżeństwo  myślałam że już nigdy  się nie pozbieram. Że na nim jednym zaczyna i  kończy  się mój świat. Po jakimś czasie udało  mi się znów sklejać do  kupy wszystko  to  co  się rozleciało. Zbudowałam swój  świat  na pozór od nowa. Niby  mocniejsza ,silniejsza , z dodatkową wiedzą  o życiu . Myślałam że już nic ani  nikt mnie nie zrani  ,że ze wszystkim sobie poradzę. Że czas goi  rany. To bardzo  złudne…  czas pokazał mi  tylko  że zmarnowałam czas z danym człowiekiem ale rana została… I jest. Ciągle świeża mimo  czasu. Bo odrzucenie ,zawód bolą zawsze… zawsze będzie bolało  to  że człowiek który  znaczył dla nas tak wiele wyrządził nam krzywdę. Później zostaje nam jeszcze  strach…

Ja się boję. Otworzyć na ludzi. Dopuścić do  siebie innych. I nie chodzi  tylko  o  mężczyznę. O wszystkich  ludzi. Nie chce wchodzić w żadne relacje bo  tak jest  bezpieczniej. Zamknąć się w czterech  ścianach  własnego  świata i  martwo  w nim tkwić. To  wegetacja nie życie. Zanim się  obejrzę moje życie ucieknie mi  przez palce a Ja będę zgorzkniała do  takiego  stopnia że ludzie sami  będą ode mnie uciekać… 

 

Opublikowano Rozmyślam... | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 2 komentarzy

Brak dystansu i można oszaleć

 Nie wiem kiedy  i gdzie ale w mojej durnej głowie wykluła się myśl że skoro  już jestem samotną matka to  chociaż będę matką idealna… i tak  każdego  ranka zamiast  cieszyć się tym że mogę poświęcić dzieciom  czas wstaje ,biegiem się ubieram robię śniadania ,zmieniam pampersy  i  rzucam się w wir sprzątania… szoruje kuchenkę aż razi  blaskiem i  zastanawiam się czy  już zjechałam cała emalię czy  jeszcze  coś zostało . Maniakalnie ścieram kuchenny  blat, wręcz  słysząc jak spada  na niego  mikroskopijny kurz…stół  to samo…  potem biegiem lecę ogarnąć pokój dzieci  …. szybko kurze ,zabawki ,okna ,pajęczyny…. Starsza patrzy na mnie z powątpiewaniem w oku  i  mówi :mamo  tu  jest  czysto…. A gdzie tam dziecko  czysto…  tu papierek tam niteczka  i  już kupka jest  syfeczku. Młodsza myśli  że to  zabawa i  od kiedy nauczyła się chodzić łazi  za mną i się śmieje… no ale nie ma czasu  przecież idealna matka musi  jeszcze  wyjść na spacer z dziećmi , zrobić obiad aaaaa i  przecież jeszcze  łazienka i  sypialnia . W łazience wanna  na mój widok  powinna wyjść bo  ileż można ją szorować??  W sypialni  daje mistrzowski  pokaz geometrii i  pościel na łóżku mam idealnie pod linijkę… i tak biegam cały  dzień i  sprzątam jak ta durna ,lecę na spacer  z dzieckiem który  nie sprawia mi  przyjemności  bo  z tyłu  głowy mam myśl  że czegoś w tym czasie nie zrobiłam…

 

Wdech…wydech…powtórz durna babo  bo  mózg  zapowietrzył Ci  się całkowicie. No  i  co się stanie jak odpuścisz?? Dzieci  będą mniej szczęśliwe niż gdy  patrzą jak Ty durna biegasz cały  dzień  z mopem i  odkurzaczem zamiast  usiąść z nimi  i  po  prostu  być ?? 

 

No właśnie nic. I dlatego  dzisiaj nie było  mopa ani  odkurzacza… siedziałam z Młodszą patrząc jak wiele już umie i  czekając z prowizorycznym obiadem na Starsza… nikt ni umarł ,ziemia się nie zawaliła a Ja trochę odetchnęłam… z ulgą . Nie chce być idealna. 

Opublikowano Wielobarwna szarość dnia | Otagowano , , , , , , , , , , | Skomentuj

Wystraszyłam się

Hmm…szlachetne zdrowie ile je trzeba cenić ten tylko się dowie kto je stracił. Niby  frazes ale jak przychodzi  jakiś kryzys zdrowotny wtedy  jest  źle.Moje zdrowie ogólnie zawsze należało do  kategorii  tych  wątłych. Ale w miarę możliwości  starałam się o nie dbać.

I tak kilka dni  temu późnym popołudniem ni  z tego  ni z owego  złapał mnie potworny  ból  brzucha. Pomyślałam że coś zjadłam więc krople żołądkowe i  no-spa miały  załatwić sprawę. Ale czas mijał a bolało  coraz mocniej.Zdecydowałam że zadzwonię na pogotowie bo  ból jest  nie do  wytrzymania. Złapałam za telefon bo  przecież najpierw muszę zadzwonić po kogoś do  dzieci… złapałam za telefon i aż usiadłam. Ja nie mam  komu  powierzyć dzieci. Nie mam nikogo  takiego  kogo  mogłabym ściągnąć na już w jakiejkolwiek alarmowej sprawie. Poraziło mnie przerażenie. Gdyby  mi  się cokolwiek stało  ,gdybym nie daj Boże  zemdlała w domu moje dzieci  skazane są tylko  na siebie. Popłynęły  łzy,zapomniałam o  bólu. Popatrzyłam na dziewczyny  bawiące się na dywanie. Widziałam wystraszone oczy  Młodej która widziała że mnie boli. I uśmiech Młodszej niczego  nieświadomej. Przelatywało  mi  przez głowę tysiące myśli  co by  było  gdyby…

Wystraszyłam się…bardzo. Bo teraz moja samotność nie dotyka tylko  mnie . Ale też moje córki.

Opublikowano Rozmyślam... | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Wsiąść do pociągu …

Uciekłabym stąd. Spakowała siebie i  dziewczyny  i  zwiała byle gdzie. Oby  nie tu . Kocham swoją mieścinę ale ona kojarzy  mi się tylko  z samotnością. A Ja jestem tą samotnością zgnębiona do  bólu. Do granicy  wytrzymałości. 

Jestem sama już pięć lat. Ktoś  powie nie tak znowu  sama skoro jest  Mała. Ale Mała narodziła się z pomieszania seksu i  przeszłości. Niby pięć lat  to  mało  i  dużo . Zastanawiam się co  jest nie tak ?? Czemu jestem sama…i nie wiem .

Czuję się wyobcowana…nikt nie rozumie że w tłumie też można być samotnym. Każdy  dziwi  się jak to  czujesz się samotna ,no  przecież masz dzieci ?  Tak czuję się samotna…. kocham nad życie swoje dzieci,ale im nie mogę powierzyć swoich  trosk czy  lęków. One nie mają prawa widzieć moich  łez czy  smutku  na twarzy. Więc każdego  dnia zakładam maskę … ale pod nią jestem tylko  Ja i  samotność. Są łzy  i  żal. Uczucia które rozsadzają mi  duszę . I brak perspektyw na to  że jutro  się coś zmieni .  

Kiedyś łzy  przynosiły  ulgę…dziś nic mi  jej nie niesie . Ani  nowa pasja,nowa fryzura,nowa praca  czy  cokolwiek innego… Mówią że  wszystko ma swój czas. Dla mnie tego czasu  jest  już za dużo …

Opublikowano Wielobarwna szarość dnia | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Chwila szczerości

„Jeśli dzwoni  do  Ciebie przeszłość nie odbieraj-nie ma Ci  nic nowego  do  powiedzenia „

 

Pomyliłam seks z miłością. Tak bardzo  chciałam sobie wmówić że jeśli  już przeszłość pojawiła się w moim życiu to tym razem będzie inaczej. Że jeśli  on idzie ze mną do  łóżka to  ”musi” coś czuć . Do  takiego  stopnia moja samotność wgryzła się we mnie że łatwiej było  mi  wierzyć że coś na pewno  jest  między  nami. Że przecież to  nie tylko  zwykły popęd. Mimo że od razu  usłyszałam że chodzi  tylko  o  jedno. Tak było  łatwiej. Przez moment czułam że komuś jestem potrzebna,ważna dla kogoś. Nie ważne że tylko po  to  by  sobie ulżyć…Liczyłam że skoro powrócił seks miedzy  nami będzie tak jak kiedyś. Że nie będę kładła się do  pustego  łóżka,że nie będę musiała siadać do  pustego  stołu, że ktoś będzie czekał na mnie w domu. Że dom znów będzie domem. Liczyłam że nie będę musiała już udawać na zewnątrz silnej ,  niezależnej kobiety. Strong women która z uśmiechem na ustach  ze wszystkim sobie poradzi . Chciałam wyrzucić ten sztuczny uśmiech i  zamienić go  na prawdziwy,chciałam znów śmiać się na całe gardło i  wiedzieć że mogę wszystko. Że jest  ktoś obok mnie.

Otrzeźwienie przyszło samo. Nagle.Popatrzyłam na swoją twarz w lustrze i  pomyślałam.Dziewczyno! przecież on Ciebie używa jak przedmiotu. Nie ma w tym ani  sympatii  ani  szacunku ani miłości. Nie ma w tym nic oprócz egoistycznej chęci  zaspokojenia swoich  potrzeb. Obudź się kurwa kretynko. Nie zapchasz chwilą przyjemności pustki w sercu. Seks to  nie codzienne,trudne życie.Chcesz być jak zwykła kurewka ??

To  pytanie tłukło mi  się w głowie cały  dzień. Nie chcę i  nie będę.  Czas najwyższy powiedzieć swojej przeszłości porządne”spierdalaj”. 

Jestem zmęczona. Samotnością. Brakiem miłości. Tak bardzo  chciałabym być kochana że potrafiłam zgubić swoją dumę i  szacunek do  siebie i  pójść na chory  układ seksu  na życzenie.Nie tędy  droga… Ale z drugiej strony  chcę czuć się komuś potrzebna. Chcę mieć z kim robić wypady  nad jezioro,móc zabrać dzieci  i  pójść na plac zabaw. Nie sama ,nie czuć się tam jak odludek. Nie  chcę płakać nocami  w poduszkę,nie chcę patrzeć na ekran komórki  z nadzieją że ktoś zadzwoni,napisze…

Nie chcę być tylko ze swoją samotnością. 

Opublikowano Rozmyślam... | Otagowano , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Po drugiej stronie

W zeszłym roku  o tej porze  pewnie zmęczona po pracy  już spałam…byłam w czwartym miesiącu ciąży wtedy. Samotna,przerażona perspektywą kolejnego  samotnego  macierzyństwa. Przygwożdżona ciężarem tego  co  przede mną…

 

Dziś…właśnie położyłam spać cudowne maleństwo  które wita mnie co rano  uśmiechem…więc zasiadam do  lapka skrobnąć parę słów…obok  Młoda odrabia zadanie domowe. 

Jak jest  dziś??

Nadal  jestem samotna.Nadal się boję choć nie jestem już tak przerażona. Ale ciężar na sercu pozostał. Boję się…

Za jakiś czas pisklę podrośnie…zapyta o  tatę. I co  Ja jej powiem ?? że ten facet który  łaskawie zrobił  sobie z Tobą dziecko  to  jedno  zdjęcie to  Twój tata…jak Ci  wytłumaczę że Cię nie chciał .Że mijał Cię na ulicy  obojętnie jakbyś była obca…a to przecież krew z krwi.Ech…

Nie jest  różowo czy kolorowo…czasem niejeden wieczór przepłaczę  wtulona w poduszkę.Czasem mam wszystkiego  dość. Są łzy,jest  żal i  gorycz. Ale każdy  dzień  mimo że taki  sam zaczyna się uśmiechem. Dwoma uśmiechami,jednym słodkim buziakiem i małymi  rączkami które oplatają moją szyję. Każdy dzień zaczyna się znów na nowo moimi  dziećmi.  I wtedy  patrze na nie i zdaje sobie sprawę z tego  jak wiele mam . Dwie wspaniałe córki,zdrowe,uśmiechnięte i  radosne. Zadowolone z życia.I to  wystarczy. Daję siłę napędową by  trwać.Daję uczucie że warto. 

Opublikowano Wielobarwna szarość dnia | Otagowano , , , , , , , , , , | Skomentuj